Get Adobe Flash player
%AM, %08 %041 %2014 %00:%Wrz

W drugą rocznicę śmierci prof. Józefa Szaniawskiego

Written by
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Z piętnem ostatniego więźnia politycznego PRL podjął walkę z kłamstwem historycznym, obłudą otaczającą elity III RP i bezpośrednio z tymi, którzy za to odpowiadali. Zaangażował się bez reszty w wyciągnięcie na światło dzienne sprawy płk. Ryszarda Kuklińskiego. Profesora Józefa Szaniawskiego w drugą rocznicę śmierci wspomina jego syn Filip Frąckowiak.

Piszę wspomnienie o moim Ojcu, Józefie Szaniawskim, niczym list do Państwa – Czytelników „Naszego Dziennika”...

Ostatnie słowa

„Filip, jestem na Świnicy, jest pięknie. Chyba wszedłem tu dziś pierwszy. Jest super” – brzmiały ostatnie słowa mojego Ojca, który dokładnie dwa lata temu zginął w Tatrach. Siedział około godz. 9.00 na szczycie. Około 11.00 zginął, schodząc w kierunku przełęczy Zawrat.

Gdy spotykam osoby zainteresowane okolicznościami jego śmierci, staram się odpowiadać tak, jakby on to powiedział: Nawet jeśli był to wypadek, nie jest winą pytających, że mają podejrzenia. To rządzący są winni, że doprowadzili wymiar sprawiedliwości i państwo do stanu, w którym zapala się nam czerwona lampka na hasło „śledztwo umorzono”.

Wielu ludzi ceniło go za to, że był bardzo sceptyczny wobec władzy. Żywił odrazę do tzw. władzy ludowej i ten brak zaufania wobec pełnej pychy administracji pozostał mu aż do ostatnich dni. Nie zapomniał nigdy tego półrocza, które przesiedział w ciężkim więzieniu w Barczewie, gdy za kratami słychać było okrzyki wolności. Po 11 latach tajnej współpracy z Radiem Wolna Europa został zdekonspirowany i fałszywie oskarżony o współpracę z CIA. Skazano go na karę 10 lat więzienia, pozbawienie majątku i praw publicznych za przekazywanie do rozgłośni informacji o „sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej kraju, sprawach kadrowych aparatu partyjno-państwowego, sytuacji w różnych środowiskach zawodowych, organizacjach społeczno-politycznych oraz niektórych danych dotyczących działalności sił zbrojnych PRL”. W dniu wydania wyroku o godz. 19.30 jakiś komunistyczny redaktor z „Dziennika Telewizyjnego” wypowiedział słowa: „Niemal 11 lat trwała zbrodnicza działalność Szaniawskiego […]”.

Najtrudniejsze było dla niego siedzieć do 18 grudnia 1989 roku, a obelgą większą niż ta z „Dziennika” było nazywanie go oszołomem przez ludzi, którzy dogadali się z komunistami. Ojciec nigdy nie przestał stanowczo i surowo oceniać wcielenia pezetpeerowskich i esbeckich kadr do klasy rządzącej III RP.

Z piętnem ostatniego więźnia politycznego PRL podjął walkę z kłamstwem historycznym, obłudą otaczającą elity III RP i bezpośrednio z tymi, którzy za to odpowiadali: Jaruzelskim, Kiszczakiem, Michnikiem, Wałęsą, postkomuną. Symbolem zapomnienia, osamotnienia, niesprawiedliwości oraz punktem odniesienia w jego walce stał się płk Ryszard Kukliński. W wyciągnięcie na światło dzienne sprawy Kuklińskiego zaangażował się bez reszty. Wywołał wokół tego medialną burzę. Wiedział, że w III RP tylko tym sposobem uda się go zrehabilitować w świetle prawa i przywrócić cześć. Brał na siebie ataki, jak na przykład ten z 1996 roku. Prokuratura Wojskowa próbowała skontaktować się z płk. Kuklińskim i dostarczyć mu wezwanie na przesłuchanie. Bezskutecznie. Wezwano więc Szaniawskiego, aby zdradził, jak dociera do Kuklińskiego. Mój ojciec odmówił zeznań „ze względu na tajemnicę dziennikarską, prawo prasowe, a także brak zaufania do UOP jako tajnej policji politycznej z komunistyczno-esbeckim rodowodem”.

Dziennikarz i historyk

Z Tatą brakowało nam czasu dla siebie. Chyba wzajemnie nie wiedzieliśmy o sobie, że próbujemy nadrobić zaległości z okresu jego więzienia, moich nastoletnich buntów i jego pracy na froncie walki o Polskę. Gdy byłem nastolatkiem, nie rozumiałem, o co chodziło, gdy mówiono mi: „Twój Ojciec jest naprawdę odważny”. Zrozumiałem to dopiero dziś, dźwigając ledwie drobną część odpowiedzialności, którą on niósł. Broniąc Kuklińskiego, wspominając historyczne zwycięstwa polskiego oręża, potępiając ustępstwa wobec imperialnej Rosji i zbrodniczego islamu, mógł jedynie liczyć na spełnienie się słów swego przyjaciela Zbigniewa Herberta: „Powtarzaj wielkie słowa […]/ a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką/ chłostą śmiechu”. Właściwie całe „Przesłanie Pana Cogito” przyświecało mu od 1974 roku. A już na pewno po 1989 roku.

Pracował zawsze i wszędzie. Ale nigdy w stałych godzinach. Praca dawała mu wolność. Wykładał na uniwersytetach, pisał artykuły, książki, prowadził Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego. Napisał, jak wyliczał, około 6 tysięcy artykułów. Pierwszy z nich jeszcze jako student opublikował w miesięczniku „Mówią Wieki”. Poświęcony był Szkole Rycerskiej. Patrzył w przyszłość, pisząc o Polsce wbrew „hurraoptymistycznym” trendom. Tak napisał w przedmowie do tomu „Reduta – Polska między historią a geopolityką” w 2001 roku: „Być może pochlebiam sobie, ale nie byłem i nie jestem tak zwanym dziennikarzem obiektywnym i nie wynika to jedynie z nawyku pisania do ’Wolnej Europy’. Nie mam wcale satysfakcji z tego powodu, że mogę nadal zarekomendować czytelnikom moje publikacje, które są nadal aktualne. Mam na myśli kwestię zagrożenia dla Polski ze wschodu. Problem pełnej integracji Polski z Zachodem. W kwestiach wewnętrznych zaś do nadal aktualnych tematów należą takie, jak niewyjaśnione morderstwa PRL. Oczywiście wszystkie dotąd nieukarane”.

Pisał o islamie w „Naszym Dzienniku” w artykule „Globalny dżihad”: „Współpraca prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz z islamistami nie jest czymś wyjątkowym i przypadkowym. Zgoda władz Warszawy na wybudowanie kolejnego meczetu w Alejach Jerozolimskich to nie tylko polityczna poprawność i naiwna ignorancja, ale coś znacznie gorszego. To dosłownie wyprzedaż za duże arabskie pieniądze polskiej i chrześcijańskiej tożsamości. To powinno być zapamiętane pani prezydent przy najbliższych wyborach”. Wystarczy obejrzeć programy informacyjne, żeby sprawdzić, czy miał rację.

Dzieło życia

1 grudnia 2003 roku płk Kukliński skierował list do prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego. „Szanowny Panie Prezydencie! W nawiązaniu do wniosku Józefa Szaniawskiego o przyznanie mu lokalu na mini muzeum osiągnięć wywiadu polskiego w walce z okupantem hitlerowskim i sowieckim – uprzejmie Pana proszę o pozytywne rozpatrzenie tego wniosku. […] Takie muzeum wydaje się być potrzebne ze względów na patriotyczne wychowanie młodego pokolenia Polaków. […] Pomysł, aby takie muzeum było na Starym Mieście, uważam za bardzo dobry”.

Prezydent Kaczyński przychylił się do tej prośby. Z tym, że po śmierci Ryszarda Kuklińskiego dla Józefa Szaniawskiego stało się jasne, że główną osią ekspozycji powinna być tajna misja Ryszarda Kuklińskiego. Izba Pamięci została otwarta 3 maja 2006 roku. Ojciec porwał się na coś niemożliwego. A jednak udało się. Chodziło o nazwisko Kuklińskiego. Powstanie muzeum na Starym Mieście w Warszawie to był przełom. Dzięki wykładom Ojca Izba Pamięci płk. Kuklińskiego stała się najbardziej wyrazistą placówką edukacyjną w Warszawie, przedstawiającą historię Polski w drugiej połowie XX wieku.

Misja trwa

Pozostawił niedokończone inicjatywy, które realizowane są jako Izba Pamięci płk. Kuklińskiego. Ponieważ pracowałem z Tatą w Izbie od początku, wiedziałem, które elementy muszą pozostać niezmienne, a gdzie można wnieść coś nowego. List płk. Kuklińskiego do prezydenta Kaczyńskiego powstał trzy miesiące przed śmiercią pułkownika. W pewnej mierze jest on jego testamentem. Ten kierunek poparła pani Joanna Kuklińska, wdowa po pułkowniku. W 2013 roku napisała w liście intencyjnym: „Mając w pamięci wieloletnie starania Józefa Szaniawskiego o przywrócenie w Polsce czci i dobrego imienia mojego Męża, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, które to starania zaowocowały powstaniem muzeum – Izby Pamięci Płk. Kuklińskiego, z satysfakcją przyjmuję fakt kontynuowania prac J. Szaniawskiego przez jego syna Filipa Frąckowiak. Jednocześnie udzielam Panu Filipowi Frąckowiakowi całkowitego poparcia w kierowaniu działalnością tego muzeum. Joanna Kuklińska”.

Chciałem nadać większego tempa działaniom Izby. Wciąż przyświeca jej dewiza: maksimum treści przy minimum słów. Turyści pojawiający się tu na 10 minut wyjdą z podstawową wiedzą o misji Kuklińskiego i historii PRL. Informacje są w języku polskim i angielskim. Izba Pamięci nawiązała współpracę z Archiwum Akt Nowych. Prezentowane były wystawy z zasobu AAN: „Stan wojenny w dokumentach” i „Katyń w badaniach prof. Janusza Zawodnego”. Powstał model prelekcji dla młodzieży z dyskusją w obecności munduru Ryszarda Kuklińskiego, sztandaru Związku Więźniów Skazanych na Karę Śmierci oraz z multimedialną projekcją. Takich spotkań były przez te dwa lata dziesiątki w szkołach, domach kultury, salach parafialnych. Sukcesem okazały się wykłady znakomitych profesorów w Izbie, m.in. prof. Sławomira Cenckiewicza na temat znaczenia płk. Kuklińskiego w obecnej rzeczywistości. Z kolei w rocznicę urodzin dyktatora Wojciecha Jaruzelskiego dr Piotr Gontarczyk wygłosił wykład o przekłamaniach w jego życiorysie. We wrześniu 2013 prof. Andrzej Nowak wyłożył realia stosunków polsko-rosyjskich w latach 1989-2013.

To miejsce, patrząc w przyszłość Polski, promuje koncepcję bezpieczeństwa Polski – pronatowską i proamerykańską. Edukuje w zakresie największego zagrożenia dla Polski, jakim jest polityka Kremla. Skupia w sobie założenia misji płk. Ryszarda Kuklińskiego, polityki zagranicznej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz publikacji i pracy akademickiej Józefa Szaniawskiego.

Testament

Ojciec pozostawił po sobie niedokończony maszynopis „Victorii Wiedeńskiej” oraz historii Kościoła w Polsce. Ale przede wszystkim Izbę Pamięci płk. Kuklińskiego. To, że wciąż to miejsce działa i się rozwija, jest realizacją testamentu mojego Ojca. Józef Szaniawski chciał stworzyć wystawę o płk. Kuklińskim, która mogłaby jeździć od miasta do miasta. To się teraz udało. Odsłonił ją nawet ambasador USA w Polsce. W przyszłości prowadząca Izbę Fundacja Józefa Szaniawskiego dotrze z uczciwymi i bardzo merytorycznymi materiałami edukacyjnymi do uczniów w całej Polsce, którym nie dano szans uczenia się historii Polski drugiej połowy XX wieku.

Są takie sytuacje w życiu, które przynoszą nam uznanie innych, ale ich cena jest zbyt wysoka, by po prostu cieszyć się z tego uznania. Ojciec pewnie wolałby nie spędzić najlepszych lat w więzieniu i nie zostać później ostatnim więźniem politycznym PRL. Ja natomiast wolałbym, by wszelka satysfakcja z prowadzenia Izby Pamięci płk. Kuklińskiego wciąż była dziełem mojego Ojca i aby był z nami. Niestety tak nie jest. Dziękuję, że mogę do Państwa pisać.

Filip Frąckowiak

www.naszdziennik.pl

 

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania. Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.