Get Adobe Flash player
%PM, %26 %810 %2009 %18:%Paź

O Historii Śląska Marka Czaplińskiego

Written by

\"\"Profesor dr Marek Czapliński to uznany i ceniony historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest głównym inicjatorem i współautorem publikacji, której w Polsce brakowało. Mowa o Historii Śląska. Po raz pierwszy całościowo obejmującej dzieje Śląska począwszy od czasów średniowiecza, po koniec ubiegłego stulecia.

 

 

 

 

 

Marek syn Władysława

Marek Czapliński to historyk - syn historyka. Jego ojciec Władysław Czapliński (1905-1981) również profesor Uniwersytetu Wrocławskiego był znanym w środowisku specjalistą w zakresie historii Polski XVII w. oraz badaczem nowożytnych dziejów krajów skandynawskich. Spod jego pióra wyszedł m.in. Zarys dziejów Polski do roku 1864. Ojciec uznawany był przez ówczesne, komunistyczne władze za wroga systemu, co w dużej mierze rekompensowali mu jego studenci, przez których był  wprost uwielbiany. Marek Czapliński urodził się 31 października 1940 roku, jako syn Władysława i Zofii (nauczycielki fizyki, z domu Chrzanowskiej) w Krakowie. Tuż po wojnie, po otrzymaniu posady przez ojca na Uniwersytecie Wrocławskim rodzina Czaplińskich przeprowadziła się do Wrocławia, gdzie zamieszkali w zacisznej jak na owe czasy dzielnicy Oporów. Władysław Czapliński, jako wzorowy katolik i człowiek pełen dobrych zasad wychowywał syna w głębokim poszanowaniu wartości moralnych. Wśród przekazanej spuścizny wychowawczej, przekazał synowi przede wszystkim szacunek do prawdy, w tym również historycznej. Mimo, że Marek Czapliński początkowo myślał, o tym aby kształcić na Politechnice, z racji swych technicznych zainteresowań ostatecznie podążył śladami swego ojca, podejmując studia historyczne na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie w 1970 roku zrobił doktorat, a w 1983 habilitację. W latach 1990 - 1996 pełnił funkcję Dziekana  Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesor opowiada o swoim wyborze:- jeden z kolegów mojego ojca był moim idolem. Posiadał wiedzę i był tak inteligentny, że bardzo mi tym imponował. Marzyłem, że będę u niego studiował. W ten sposób trafiłem na historię.


Księga, zmian

Historii Śląska stanowi niewątpliwie dorobek jego życia, a wraz z nim swoje pełne rzetelności spojrzenie na wspólną historię.

Zaproponowana przez zespół wrocławskich historyków szybko zyskała należny jej rozgłos. Mimo, iż jej nakład początkowo zaplanowano na około 3 tys. egzemplarzy (w tym 1,5 tys. dla bibliotek) szybko się okazało, że 10 tys. nakład (ilość wydrukowana do tej pory) sprzedał się jak przysłowiowe gorące bułeczki. Przedstawiony w niej obraz przeszłości Śląska odpowiada wynikom najnowszych badań zarówno polskich jak i niemieckich. Mottem do napisania uczciwej, konkurencyjnej wobec wieloletniej PRL-owskiej propagandy historii zawiera się w słowach Marka Czaplińskiego - staramy się widzieć wszystko, nie ukrywając tego, co nas dzieli. 

 

\"\"

 

Powód Niemiecki

Jednym z powodów napisania tego dzieła było powstanie (i przetłumaczenie na język polski) kilku niemieckich opracowań na tematy związane ze Śląskiem. Były to głównie dzieła pisane dla potrzeb pewnych grup politycznych, społecznych i narodowościowych. 
 - Niemcy napisali już kilka historii Śląska, - mówi profesor- a my ileś lat po przewrocie nie mieliśmy uczciwej historii Śląska. ...Okazało się, że jedna z niemieckich historii Śląska została przetłumaczona i szeroko kolportowana na język polski, książka Joachima Balkego \"Śląsk i Ślązacy\". Tym bardziej że profesor Balke, którego znam i szanuję, napisał ją  pod określonego czytelnika. Napisał ją dla tych, którzy- jak Niemcy mówią- zostali wypędzeni z tych ziem. ...W wielu momentach ja się z książką profesora Balkego nie mogę zgodzić. Profesor Balke, który uchodzi za nowoczesnego historyka szereg faktów zaczerpnął z literatury, lat których my nie pochwalamy, z literatury niemieckiej zwłaszcza lat międzywojennych, czy lat hitlerowskich... 


Powód Polski

Innym powodem powstania zbiorowego dzieła wrocławskich uczonych była nieścisłość post PRL-wskich źródeł historycznych w Polsce. Jak mówi wrocławski badacz - Polaków po II wojnie interesowały przede wszystkim polskie dzieje Śląska i temu poświęcali uwagę. Po drugiej wojnie światowej  historycy uważali za swój obowiązek nadgonić to wszystko, czego nie zrobili Niemcy pod kątem znalezienia śladów polskich na Śląsku. Robili to oczywiście w bardzo różny sposób. Sposób, w który w wielu wypadkach jest godny największego szacunku, ale czasami w sposób nachalny, przesadny, a nawet czasami, jeżeli spojrzeć na całość historii danej dzielnicy, to jednak powodujący u czytelnika fałszywy obraz rzeczywistości. 


Geneza

Genezę obopólnego zakłamywania historii Marek Czapliński widzi w używaniu tej dziedziny nauki do celów propagandowych, do osiągnięcia przy pomocy manipulacji faktami historycznymi określonych celów politycznych (takimi może być np. ze strony niemieckiej: odzyskanie posiadłości przez tzw. wypędzonych lub ze strony polskiej: propaganda antyniemiecka PRL-owskich władz - przyp. red.) a także w antagonizmach nacjonalistycznych. - Walka narodowa polsko- niemiecka - mówi profesor- przenosiła się do historii, przenosiła się do badania dziejów. Każdy musiał sobie udowodnić jaką rolę on odegrał, a mniej dostrzegał to, co druga strona tutaj zrobiła. 


Inne przykłady

 Jako przykład zafałszowania historii przez Polaków Marek Czapliński podaje również książkę Historia Śląska Kazimierza Popiołka oraz kilka innych rażących wręcz nadużyć z czasów PRL. Jako przykład niemieckiego niepełnego spojrzenia w stronę minionych dziejów  podaje opisuje kilka współczesnych publikacji niemieckich.
-W najnowszej, niemieckiej historii Śląska to szczególnie widać. Taka jednotomowa historia ostatnio wydano w latach 90- tych niedawno zresztą wznowiona to się nazywa Deutsche Geschichte im Osten czyli niemiecka historia na wschodzie to jest historia Niemców na Śląsku tak naprawdę a nie historia Śląska. Tak samo trzeci tom kilkutomowej zaczętej jeszcze w okresie międzywojennym pod redakcją profesora Menzla (dr Josef Joachim Menzel z Uniwersytetu w Moguncji) też jest właściwie poświęcony dziejom Niemców na Śląsku. Mnie od dawna wydawało się, że te postawy są postawami skrajnymi i postawami, które właściwie fałszują nam historię. Musimy uczciwie przyznać jak ta przeszłość wyglądała. Musimy w związku z tym wykorzystać zarówno to, co Polacy pisali o Śląsku jak i to, co Niemcy pisali o Śląsku. Zadaniem historyków jest dążyć do prawdy.


Przyjaciele nie mają interesu, aby się nie zrozumieć
 

Jak się okazuje, jednak i po tamtej stronie nie brakuje głosów uczciwszych, pełniejszych, szanujących partnera i sąsiada jakim przez lata była Polska, a także Czechy. 
-Starajmy się widzieć wszystko, nie ukrywając tego, co nas dzieli, jednak widzieć również to, co łączyło nas w historii. Są książki pisane z zawzięciem, książki, które kaleczą historię. Akurat na fali historii z panią Steinbach wpadła mi w ręce książka młodego historyka Gregora Thuma Die fremde Stadt Breslau 1945 (Obce miasto Wrocław 1945) ...Kapitalna książka, która jest próbą pokazania jak Wrocław z miasta niemieckiego po drugiej wojnie światowej stawało się miastem polskim. Herbert Hupka napisał w swojej recenzji w Niemczech: Po co ta książka?! Komu potrzebna jest ta książka?!  Ta książka nie znajdzie zainteresowania... . - Już wiem, że ta książka zdobyła olbrzymie zainteresowanie. Pan Thum pisze jak z miasta niemieckiego robiono miasto polskie w różny sposób: zmieniając nazwy ulic, zbijając niemieckie napisy, burząc niemieckie pomniki, niemieckie cmentarze. To jest ta smutna niechlubna część, ale również próbuje wytłumaczyć czytelnikowi niemieckiemu dlaczego tak się działo, że ci którzy przybyli ze wschodu, ziem odstąpionych Związkowi Radzieckiemu chcieli za wszelką cenę czuć się u siebie. 


Tematy bolesne

Profesor wychował się w śląskim mieście Wrocław, w którym nastąpiła prawie całkowita wymiana ludności po wojnie. Kwestia odszkodowań dla tzw. wypędzonych, kwestia autonomii Śląska. Wszystko to sprawia, iż zdarza się zarówno Polakom jak i Niemcom (jak i tym którzy czują się Ślązakami) w XXI kosmopolitycznym wieku - żyć w w nastroju strachu przed prowokacją (do której zresztą często dochodzi). Niektórzy starają się od niej uciekać, bagatelizując zjawisko inni toczą spory. Może dzieje się tak dlatego, że każdy chce czuć się tu u siebie. Prawda jest jednak taka, że jeśli chodzi o przemianowanie nazwy kraju, w którym wszystko to się dzieje - nie wszystkie marzenia mogą się spełnić. Jedna pociecha w tym, że Polska od dawna słynie z tolerancji, druga  w miłości bliźniego. Tolerancji i miłości nigdy nie za wiele, zwłaszcza gdy dowiadujemy się z historii, iż prawda o nas samych ma niestety, jak w przypadku wielu innych narodów, drugie oblicze (choć są oblicza lepsze i gorsze tak jak np. dla hitleryzmu i komunizmu nie można znaleźć odpowiednika). Jak mówi profesor Czapliński - nie jesteśmy aniołami i w naszej historii zdarzyły się winy i białe plamy, o których trzeba mówić (oczywiście nie kosztem przekwalifikowania ciężarów popełnionych czynów - jak np. zrównanie win Polaków i Niemców za wybuch i zbrodnie wojny 1939-45 ). Mało tego o winach tych mówi się dużo. Na temat PRL-owskich obozów dla przesiedlonych rozpisywali się polscy historycy zanim ze swoim prowokacyjnym pomysłem wystąpiła Erika Steinbach. Profesor Marek Czapliński stwierdza, że od czasu przewrotu o sprawie wypędzonych w Polsce dużo się mówi- to nie jest tak, że problem jest u nas przemilczany. 


Problem pani Steinbach

Profesor,  jest rzecznikiem pojednania, ale pojednania, które nie może odbyć się kosztem prawdy (tej złej i tej dobrej dla nas). W sprawie wspomnianego już tzw. Centrum Wypędzonych zajmuje zdecydowane stanowisko - to na pewno dobrze nie wpłynęło na rozmowy polsko- niemieckie - powtarza . Złożył  swój podpis pod zbiorowym apelem na rzecz krytycznej i rozumnej dyskusji o przeszłości wystosowanym przez wielu czołowych, polskich intelektualistów. Ich zdaniem- ... Patrząc z historycznego punktu widzenia, grozi nam dekontekstualizacja przeszłości, jako że uległby zamazaniu związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brutalną nazistowską polityką narodowościową, a późniejszą ucieczką i wypędzeniem Niemców. Polityczne niebezpieczeństwo polega zaś zwłaszcza na interpretowaniu konfliktów społecznych wyłącznie w kategoriach etnicznych, co utrwala tradycję spoglądania na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość z narodowego punktu widzenia...


Wyodrębnienie regionu

Autonomia Śląska to bardzo złożony problem
- mówi wrocławski uczony - nie można komuś narzucić by nie czuł swojej odrębności. Zdaniem profesora autonomia nie jest żądaniem odrębnego państwa. W tej jednak kwestii sytuacja wydaje się dwuznaczna i bardziej złożona niż sam Ruch Autonomii Śląska (który jakże różni się wewnątrz swoim zabarwieniem). Nie brak w nim zarówno czujących się znękanymi ekonomicznie górników i robotników ze Śląska, dobrych patriotów pragnących innej formy samorządu, jak i zwykłych roszczeniowców, po osoby jawnie wrogie Polsce. Od intelektualnej polemiki po hasła agresywne i ksenofobiczne. Pełno tam celowego (tłumaczącego ideę suwerenności regionu) nadawania historii innych znaczeń. Nie brakuje w RAŚ-u na pewno postaw również antyniemieckich, ale oglądając niektóre strony internetowe tej organizacji można nabrać wrażenia, że więcej tam jednak sympatii do naszych zachodnich sąsiadów, i że ta autonomia ma za zadanie osiągnąć jakiś inny niż podawany do wiadomości publicznej cel. Profesor Czapliński, jest jednak zdania, iż jest możliwość stworzenia autonomicznego regionu w ramach Państwa Polskiego, i że jest wiele przykładów w Europie, w których przypadku zabieg taki się powiódł (np. w Tyrolu). Rodzi się jednak zasadnicze pytanie -  ale po co, gdy część samych Ślązaków (mówiących -nawiasem mówiąc- polską gwarą) czuje się Polakami?

Na koniec dwa zdania z recenzji książki Historia Śląska zespołu redakcyjnego historyków z Wrocławia zamieszczonej na jednej ze stron Ruchu Autonomii Śląska:
 -Dzieło wrocławskich historyków obdziera przeszłość z propagandowych klisz. Łatwiej zrozumieć, że Śląsk budowali i niszczyli w równym stopniu Słowianie i Niemcy, Polacy i Czesi, królowie Czech, Prus, Polski, ale także cesarze austriaccy. ...
- Niestety, wszystkie kolejne podrozdziały, aż do końca książki noszą wyraźne, raz słabsze, raz silniejsze piętno propolskie
.

Jak  można wywnioskować z powyższego komentarza autorom nie chodzi tak bardzo o fałszowanie historii lecz raczej o zbrodnię, którą nazwać można propolskością. Być przychylnym Polakom nawet gdy chce się nazywać Ślązakiem wydaje się czasem- jak wynika z podobnych temu  tekstów- niemożliwością. Ale na szczęście jest wiele takich, którzy ciągle dumni są z tego, że tymi Polakami nadal pozostają, bo dla nich oznacza to mieć po prostu twardy kręgosłup.

Wojciech Trojanowski

 

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania. Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.