Get Adobe Flash player
%PM, %22 %970 %2009 %22:%Paź

Świątynia ponad miastem - Z dziejów Kościoła na Dolnym Śląsku

Written by Artur Adamski

Od sześciu stuleci nad dolnośląską stolicą góruje pełna majestatu bryła fary św. Elżbiety. Wprawdzie wraz z rozwojem Wrocławia jego pejzaż najeżał się mnóstwem wież innych świątyń a w XX wieku szlachetną budowlę zaczęły przesłaniać betonowe wielopiętrowce, lecz Kościół Garnizonowy nadal pozostaje wertykalną dominantą i głównym punktem orientacyjnym przynajmniej tej najstarszej części miasta.

 

 

Przed głównym wejściem do największej z wrocławskich świątyń znajduje się plac, który już od wczesnego średniowiecza był cmentarzem. Pochówków dokonywano na nim aż do wieku XVIII. Jego teren od Rynku do dziś oddzielają dwie kamieniczki. Na łączącym je ramieniu przez długie wieki znajdował się łaciński napis głoszący, że śmierć jest bramą życia. Miejsce to było wejściem do jednego z miejskich zakątków, przeznaczonych do grzebania doczesnych ludzkich szczątek i zarazem drogą do kościoła. Kamieniczki należały do altarystów, czyli opiekunów ołtarzy. Miniaturowe rozmiary tych budynków miały podkreślać ogrom wyrastających za nimi gotyckich murów. W XVI w. kamieniczek takich było tu kilkanaście. Oddzielały one obszar przykościelny od ulicy św. Mikołaja. Z zachowanych z tego czasu informacji wynika, że zamieszkiwali je nie tylko grabarze i służba kościelna, ale przede wszystkim aż 122 opiekunów ołtarzy. Ołtarzy w tej świątyni było bowiem aż 47.

 

Na środku tego placu nie ma już dziś gotyckiej kaplicy św. Ottona, która stała tu przez kilka stuleci. W czasie niedawnych prac ziemnych można było zobaczyć dobrze zachowaną dolną część tego zabytku. Może warto pomyśleć o jego rekonstrukcji, lub choćby przykryciu jego wnętrza szklaną taflą? Rozwiązanie takie uświadamiałoby turystom i przechodniom, jak wiele pamiątek minionych pokoleń znajduje się pod deptanymi przez nas codziennie ścieżkami, kamiennymi płytami, betonowymi kostkami...

 

Przed dwoma kamieniczkami altarystów stoi dziś niewielki pomnik ku czci Dietricha Bonchoffera – wybitnego ewangelickiego teologa, który był proboszczem w kościele św. Elżbiety. W 1945 r. został zamordowany przez hitlerowców. Identyczny monument znajduje się w Berlinie. Z przykościelnym skwerem wiąże się też historia dotycząca buntu plebejuszy, jaki miał miejsce we Wrocławiu w 1418 r. Trzynastu powstańców, pochodzących z zamieszkanego głównie przez Polaków wrocławskiego Nowego Miasta, opanowało wtedy ratusz. Po klęsce zostali skazani na ścięcie. Egzekucja miała się odbyć na Rynku. Wg legendy głowy tych nieszczęśników zostały zatknięte na miejskich bramach a zdekapitowane korpusy miały być zakopane pod ścieżką, wiodącą z wejścia na cmentarz do głównej bramy kościoła. W latach sześćdziesiątych XX w. okazało się, że opowieść ta ma związek z prawdą, gdyż w czasie układania instalacji natrafiono na szkielety pozbawione czaszek.

W miejscu dzisiejszego gotyckiego kościoła św. Elżbiety wcześniej stała świątynia w stylu romańskim, z której zachowały się nieliczne relikty. Kościół, który dziś możemy podziwiać, zaczął powstawać najprawdopodobniej w czasach księcia piastowskiego Henryka Brodatego, w pierwszej połowie XIII w., jako świątynia pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Po najeździe mongolskim z roku 1241, kiedy z Wrocławia ocalała tylko część miasta położona na wyspach, miała tu stanąć świątynia o rozmiarach proporcjonalnych do jednego z największych rynków Europy i stolicy przodującej dzielnicy Polski, wg zamiarów śląskich Piastów mającej być wielką metropolią. W 1252 r. kościół wzmiankowany jest w bulli papieskiej jako mający prawo do dziesięciny z wsi Jerzmanowo. W 1253 Henryk III przekazał kościół wraz z wszystkimi przyległościami szpitalowi św. Elżbiety, prowadzonemu przez krzyżowców z czerwoną gwiazdą. Z czasem w proces budowy świątyni coraz bardziej angażowało się wrocławskie mieszczaństwo pragnące, by świątynia jego fundacji była jeszcze okazalsza. W roku 1452 zaczęto więc budować wieżę z wielkim gotyckim zwieńczeniem, sięgającym wysokości ponad 130 m. Ten ogromny, gotycki hełm runął jednak w czasie nocnego huraganu w roku 1529. Wg legendy miał on swoim upadkiem zabić tylko jednego kota i obudzić hukiem jednego żebraka, śpiącego w bramie. Na pamiątkę tego zdarzenia, które uznano za cudowne, w ścianę wieży wmurowano pamiątkową tablicę. Przedstawia ona hełm, który w czasie spadania podtrzymywany jest przez anioły. W latach 1531 – 34 w miejscu gotyckiego zwieńczenia wieży powstało renesansowe, zaprojektowane przez nieznanego nam architekta włoskiego. Wieża w tej postaci jest znacznie niższa - ma niecałe 91 metrów, lecz jest najznakomitszym punktem widokowym Wrocławia. W roku 1598 dach świątyni został pokryty dachówką, ułożoną w charakterystyczną, czerwono - zieloną szachownicę. Jedno z największych gotyckich wnętrz Wrocławia ma długość 68 i szerokość 34 metrów.

 

Już w XIII w. świątynia była też znaczącą instytucją oświatową. Działająca przy niej szkoła posiadała olbrzymi, jak na owe czasy, księgozbiór. Od początku istnienia świątyni w jej kryptach grzebano wybitnych obywateli miasta i najhojniejszych fundatorów. Z czasem ściany zaczęły pokrywać coraz liczniejsze, często bardzo okazałe płyty epitafijne. Do naszych czasów dotrwała ich tylko część, ale i tak jest ich ponad sto. Wiele zdobi zewnętrzne ściany kościoła. Znajdziemy wśród nich m.in. epitafium poświęcone księdzu Janowi Akolutowi – siedemnastowiecznemu polskiemu kaznodziei, czy Andrzejowi Dudyczowi – renesansowemu pisarzowi, przyjacielowi Jana Kochanowskiego.

W ciągu 750 lat swojego istnienia kościół św. Elżbiety spotykały liczne kataklizmy, w wyniku których tylko część wyposażenia doczekała naszych czasów. Świątyni dały się we znaki cztery wielkie pożary Wrocławia, jakie pustoszyły tę część miasta w XIV w. W 1645 r. spadł grad tak potężnych rozmiarów, że wytłukł znaczną część okien i witraży oraz potłukł część pokrycia dachu. W 1649 runęły północne arkady nawy głównej, doszczętnie niszcząc m.in. ambonę i organy. W 1749 r. kilkaset metrów od kościoła eksplodowała baszta prochowa. Potężny wybuch zburzył kilkadziesiąt kamienic i uszkodził także św. Elżbietę. Zniszczenia przyniosło też oblężenie Wrocławia przez wojska napoleońskie zimą 1806 – 1807 r. Część pocisków francuskiej artylerii trafiła właśnie w ten kościół. Tragedie zdarzały się także w latach pokoju – w 1857 r. zawaliły się południowe arkady kościoła. Paradoksalnie bez większych szkód świątynia przetrwała największą tragedię w dziejach miasta. W 1945 r., gdy w gruzach legła większość zabytków Wrocławia – kościół św. Elżbiety był jedną z dwóch dużych gotyckich świątyń, których uszkodzenia nie przekraczały dziesięciu procent. Niestety – ponad 30 lat po wojnie doszło do dwóch bardzo groźnych pożarów. Pierwszy, we wrześniu 1975, strawił renesansowy hełm wieży. Drugi – w czerwcu 1976 – zniszczył ogromną część wyposażenia, wraz ze wspaniałymi organami, wykonanymi w połowie XVIII w. w pracowni Michała Englera. Obecnie trwają starania, mające na celu odbudowę niezwykłego instrumentu. Straszliwy pożar przetrwało jednak wiele wspaniałych pamiątek. Jedną z cenniejszych znajdziemy na prawo od ołtarza głównego. Znajdujący się tam pomnik powstał w latach 1534 –1539, jest jednym z najdoskonalszych, szesnastowiecznych nagrobków na Śląsku i przedstawia Henryka Rybischa – kontrowersyjną postać dawnego Wrocławia. Był on humanistą i kolekcjonerem, posiadał okazałą bibliotekę i obrazy Łukasza Cranacha. Zbudował pierwszą w mieście, całkowicie renesansową kamienicę. Jej wyjątkową fasadę do dziś możemy podziwiać przy ul. Ofiar Oświęcimskich. Rybisch był też jednak miejskim syndykiem, który w 1529 r. doprowadził do rozebrania Opactwa Ołbińskiego – znajdującego się w północnej części Wrocławia ogromnego klasztoru, złożonego m.in. z czterech świątyń, z których największa, mimo iż była zbudowana w stylu romańskim w XII w., była niewiele mniejsza od gotyckiego kościoła św. Elżbiety. Rybisch był głównym beneficjentem tej rozbiórki, gdyż to jego własnością stała się spora część cennych materiałów budowlanych. Z kolei wewnątrz kaplicy św. Anny zobaczyć możemy nagrobek zmarłego w 1579 r. Adama Rehtigera. Zmarły był wielkim dobroczyńcom m.in. szkoły, działającej przy kościele św. Elżbiety. Jeden z jego darów składał się z olbrzymiego księgozbioru: sześciu tysięcy książek drukowanych i trzystu rękopiśmiennych. Nagrobek składa się m.in. z szeregu niewielkich rzeźb, przedstawiających zastygłą w modlitewnej pozie rodzinę zmarłego.

 

W tylnej części nawy głównej spotkamy się z zespołem tablic pamiątkowych, pochodzących już z XX w. Związane są one z ostatnim etapem w historii kościoła. W XVI w. świątynia św. Elżbiety w stała się ośrodkiem reformacji i do 1945 r. znajdowała się w rękach ewangelików. Natomiast po ostatniej wojnie została kościołem garnizonowym, pełniącym posługę m.in. dla żołnierzy, odbywających służbę wojskową we Wrocławiu. Była więc solą w oku komunistycznej bezpieki. Po odbudowie w latach dziewięćdziesiątych fara św. Elżbiety znów jest kościołem garnizonowym. Umieszczane w niej płyty memoratywne uwieczniają przede wszystkim bohaterstwo żołnierzy poległych na Kresach Rzeczpospolitej. Szczególnie pielęgnowane są tu te tradycje polskiego oręża, które w latach Polski Ludowej były tematem zakazanym.

 

W pierwszym dniu pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny w roku 1997 ojciec święty podniósł kościół św. Elżbiety do godności bazyliki mniejszej. Obok katedry św. Jana Chrzciciela to tutaj najczęściej na Dolnym Śląsku mają miejsce msze św. w intencji ojczyzny i patriotycznych rocznic.

 

 

Artur Adamski

Wrocławska Inicjatywa Stop Seksualizacji Dzieci ostrzega przed planowaną edukacją

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania. Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.