LIKWIDACJA POLSKI KORZYSTNA DLA WROCŁAWIA

Napisane przez Piotr Ślęzak
- do tak szokującego wniosku można dojść zwiedzając Muzeum Miejskie Wrocławia.

Kiedyś na fasadzie gmachu, w którym się ono znajduje, umieszczona była kamienna tablica upamiętniająca trud mieszkańców miasta, którzy na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych podnieśli z ruin tę siedzibę późniejszego muzeum. Podobno teraz tej tablicy nie ma dlatego, że pochodziła ona „z minionej epoki”. Nie zawierała ona jednak jakiegokolwiek nawiązania do PRL-u, socjalizmu czy władzy ludowej. Czyżby więc ta „miniona epoka” oznaczała czas, w którym wolno było mówić o polskości Wrocławia?

Muzeum jest bowiem skonstruowane tak, żeby tej polskości zaprzeczyć. W zasadzie powinno ono się nazywać Muzeum Chwały Prus, gdyż przede wszystkim jest apoteozą tego państwa. Każdy, kto pamięta sale dawnego Muzeum Archeologicznego i Muzeum Etnograficznego musi być zaskoczony tym, że przy ul. Kazimierza Wielkiego zrekonstruowano od absolutnego zera każdy detal związany z pruskim panowaniem. Nie spotkałem się dotąd z rekonstrukcją tak totalną. Ten wielki pomnik osiągnięć i chwały Fryderyka II oraz jego następców jest chyba przedsięwzięciem bezprecedensowym. Na pewno żadną analogią nie jest tu Zamek Królewski w Warszawie, który choć podniesiony ze zgliszcz nawet w sztukateriach ma elementy uratowane w roku 1939. We Wrocławiu trzeba było nakładów proporcjonalnie znacznie większych. Dzięki temu podziwiać dziś możemy imponujące portrety władców zasłużonych fałszowaniem polskiej monety, w celu doprowadzenia do ruiny polskiej gospodarki, zleceniodawców przetopienia na złoto korony pierwszych polskich królów, koron polskich monarchów elekcyjnych, bereł, insygniów i innych bezcennych pamiątek naszego narodu. Dzięki trudowi wrocławskich muzealników możemy zadzierać głowy przed królami państwa, które dokonywało pirackich rajdów przez terytorium Rzeczpospolitej w celu uprowadzania tysięcy młodych chłopów, których następnie ćwiczono batogami i wcielano do pruskiej armii – na dożywotnią służbę wrogom własnych ojców. Podobnymi zasługami tych wskrzeszonych bohaterów można by wypełnić opasłe tomiska, lecz o żadnej z nich nie dowiemy się w tym muzeum niczego. Dowiemy się za to, że ich mądra polityka doprowadziła do „przyrostu terytorialnego” Królestwa Prus i że miało to zbawienne skutki dla rozwoju wrocławskiej gospodarki. Ten wielce korzystny dla Wrocławia „przyrost terytorialny” to po prostu rozbiory Polski, likwidacja naszego państwa.

Doczekaliśmy czasów, w których w Polsce za pieniądze Polaków wznosi się muzea będące pomnikami chwały tych, którzy na Polskę napadali, w końcu pokonali ją, zlikwidowali polską państwowość i uczynili wszystko, by zlikwidować Polaków jako naród. W okupowanej przez najeźdźców Polsce też wznoszono pomniki jej wrogów a pojęcie „rozbiory” należało do słów zakazanych. Czy twórcy tego muzeum jako pierwsi przystąpili do wznoszenia takich pomników i upowszechniania języka z czasów niewoli, gdyż wiedzą już, skąd powieją najbliższe wiatry?

 

Piotr Ślęzak