I znowu, po raz kolejny od 219 lat, obchodzimy pamiątkę sławnej Konstytucji 3 Maja 1791 roku, która położyła fundamenty pod nowoczesne prawodawstwo polskie. Druga nowoczesna konstytucja w całym świecie – po amerykańskiej z 1776 r. – a pierwsza w Europie (dwa lata przed francuską rewolucyjną z 1793 roku) winna być dla nas tytułem do chluby.
Podwrocławska wieś Szczytniki już w pierwszej połowie XVIII chwalona była jako miejsce szczególnie urokliwe – jednak prawdziwy rozkwit tego miejsca wiąże się z postacią księcia Fryderyka Ludwika von Hohenlohe-Ingelfingen (1746-1818), który w latach osiemdziesiątych XVIII wieku postanowił sobie wybudować podmiejską rezydencję z ogrodem francuskim.
Był to wtedy Uniwersytet im. Bolesława Bieruta. Dowcipni studenci uważali jednak, że nosi on skrócone imię popularnej wtedy francuskiej aktorki Brigitte Bardot (BB). Uchylając się od wszelkich współczesnych porównań, tchnących narzekaniem na czasy współczesne, trzeba zauważyć niezwykłe kontrasty tamtych lat.
W trzaskające mrozy wspomnijmy mieszkańców Wrocławia, którzy nie przeżyli podobnej zimy 65 lat temu – wypędzeni z domów przez własną, a jakże, demokratycznie wybraną władzę.
Ostatnio zawrzało wśród historyków, polityków i mediów na temat kolejnych wniosków o budowę nowych pomników we Wrocławiu. Dotąd nie było z tym żadnego problemu. Po prostu inicjatorzy uzyskiwali odpowiednie zgody władz miasta i dalej nikt tym się nie interesował.
Otwarta 19 kwietnia br. w Pałacu Królewskim we Wrocławiu przy ul. Kazimierza Wielkiego wystawa pt. „1000 lat Wrocławia” mówi o innym mieście niż to, w którym mieszkamy od 1945 roku.
Po 45 – leciu, w którym jedno z często rozbrzmiewających na Ziemiach Zachodnich haseł głosiło „Byliśmy, jesteśmy, będziemy” doczekaliśmy czasów, przy standardach których propaganda PRL – u może uchodzić niemal za wzorzec rzetelności.
Korzystając ze pretekstu jakim jest zbliżająca się kolejna 68. smutna dla świata, a Polski szczególnie, rocznica napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia przez nich II Wojny Światowej zajmę się wzmożoną ich aktywnością w naszym kraju.
Zmianę w podejściu SB do samego Kornela Morawieckiego, późniejszego założyciela i przewodniczącego Solidarności Walczącej, jak i samej organizacji, dobrze oddają kryptonimy działań podejmowanych przez MSW.  
Stan wojenny był przełomem. Dla Polski, dla narodu. Zwłaszcza dla nas – ludzi formalnie i emocjonalnie związanych z „Solidarnością”. Najistotniejsze i najtrudniejsze były pierwsze decyzje, pierwsze dni i tygodnie po 13 grudnia.