Zapomniany przyjaciel Polski

Napisane przez Artur Adamski
W stuleciu, w którym Polski nie było na mapie, ważną rolę odgrywali ci, którzy przypominali o jej dziedzictwie, bohaterach, prawie do niepodległego bytu. Jedną z takich postaci był wrocławianin, rówieśnik Adama Mickiewicza – Karol Edward von Holtei. Dziś w znacznej mierze zapomniany, był w XIX wieku jednym z najpłodniejszych i najbardziej poczytnych niemieckich pisarzy. Znaczącą część swej twórczości poświęcił Polsce.

 

 

       Wcześnie osierocony zamieszkał u krewnych w Wielkiej Lipie, potem wychowywał go wuj, Karol von Schaubert - właściciel dworu i posiadłości w Obornikach Śląskich. Tu rozwinęło się młodzieńcze pisarstwo Holteia. Jak odnotował młody poeta - rodzina Schaubertów żyła na sposób sarmacki. Otwarcie na polską kulturę przejawiało się także w zamawianiu przez nią charakterystycznych dla naszego kraju, portretów trumiennych. Schaubertowie  wspierali wydawnicze inicjatywy nastolatka. Jedną z nich był periodyk „Goniec Obornicki” – pierwsze na Dolnym Śląsku cykliczne pismo kulturalne. Być może to w kręgu Schaubertów młody Karol spotkał się z ożywionym zainteresowaniem narodem walczącym o niepodległość. Już w twórczości młodzieńczej pojawia się bowiem motyw Polaków – romantyków i gorących patriotów. Polskość dla śląskiego poety zawsze kojarzyła się już z tym, co zawsze bardzo cenił – miłością do ojczyzny, zdolnością do poświęceń i upartą walką o wolność.
         

         W 1819 roku wrocławski teatr zaczął wystawiać pierwsze sztuki Holteia. Jedna z nich to dramat pt. „Stanisław”, w której tytułowym bohaterem jest Stanisław August Poniatowski. Utwór przedstawia uprowadzenie ostatniego króla Polski przez konfederatów barskich - jeden z dramatycznych epizodów, rozgrywających się w kraju osaczonym przez śmiertelnych wrogów.  Jakiś czas później Holtei poznał kompozytora i wirtuoza skrzypiec - Karola Lipińskiego. Pod wpływem jednego z koncertów poeta zamieścił w „Nowej Gazecie Wrocławskiej” sonet poświęcony  artyście. Jego postać pojawiła się też w kilku kolejnych wypowiedziach Holteia, który uznawał polskiego skrzypka za talent wręcz większy od Paganiniego. Jeszcze trzydzieści lat później, w powieści pt. „Włóczęgi” przywołał postać wielkiego skrzypka i obraz jego chwytającej za serce, polskiej muzyki.  W 1821 r. poeta był członkiem delegacji występującej w obronie Benedykta Kalinowskiego – polskiego studenta aresztowanego za działalność polityczną. W tym samym roku, w kościele w Obornikach Śląskich Holtei wziął ślub ze swą wielką miłością i muzą - aktorką Luisą Roge. Doczekał się dwojga dzieci, lecz owdowiał już po czterech latach małżeństwa.


          Jesienią 1828 roku w Weimarze poznał pisarza wywodzącego się z Towarzystwa Filaretów, Antoniego Odyńca a potem, w domu Wolfganga Goethego, Adama Mickiewicza. Był pod ogromnym wrażeniem największego polskiego poety, dla którego zawsze już żywił  uczucia podziwu i przyjaźni. W swoich wspomnieniach autora „Pana Tadeusza” przedstawiał jako najprawdziwszego geniusza, osobowość o niezwyczajnej erudycji i charyzmie.

Dom Karola von Holteia dawny ul Sklodowskiej Curie Marii Oborniki Slaskie 3769783


           Po klęsce powstania listopadowego głośnym echem odbił się, bardzo gorzki w swej wymowie, poemat Holteia pt. „Ostatni Polak”. Z zainteresowaniami literaturą naszego kraju wiązały się też jednak sytuacje anegdotyczne. Kiedy odwiedził Wrocław Aleksander Fredro – wybrał się do teatru, pragnąc poznać komedie, powstające w tym czasie na Dolnym Śląsku. Jakież musiało być jego zdziwienie, kiedy oglądając sztukę Holteia pt. „Ona pisze do siebie” rozpoznał w niej przeróbkę swoich „Ślubów panieńskich”!


            Wystawiając swoje sztuki przebywał Holtei m.in. w Bratysławie, Pradze i Monachium, został też dyrektorem teatru w Rydze. W Grazu zaprzyjaźnił się z Władysławem Ostrowskim – ostatnim marszałkiem sejmu polskiego roku 1831.


            Przeszkodą w karierze okazało się dla Holteia właśnie jego polonofilstwo. Jednym z najbardziej znanych utworów scenicznych był bowiem dramat pt. „Stary wódz”, w którym postacią tytułową uczynił Tadeusza Kościuszkę. Finałowa scena tego dramatu zawsze wywierała na publiczności wielkie wrażenie. W Berlinie, Lipsku i Dreźnie widzowie zrywali się z foteli, by wznosić okrzyki na cześć Polski. Bywało, że wychodzący z teatru tłum formował się w pochód, skandujący hasła żądające wolności dla bohaterskiego narodu. Entuzjazmu tego nie podzielały pruskie władze. Król Fryderyk Wilhelm III, wcześniej skłonny otoczyć poetę swoimi względami, nigdy nie zapomniał mu gloryfikowania Polaków. Przed Holteiem zamknięto drzwi Berlina. Jego twórczość nadal spotykała się jednak z dużym zainteresowaniem, lecz sztuki częściej wystawiane były w mniejszych miastach. Często miały też miejsce wieczory poezji np. w Bremie, gdzie Holtei recytował swoje wiersze zaczynając od poruszającego monologu Kościuszki.  Wiosną 1834 roku poeta  wystawiał „Starego wodza” w Świdnicy i, jako że był też aktorem, grał w spektaklu jedną z głównych ról. Po przedstawieniu doszło do niezwykłego spotkania. Tajemniczy nieznajomi zaprowadzili go do grupy więźniów, przebywających akurat poza murami świdnickiej twierdzy. Byli nimi pruscy poddani – Polacy odsiadujący karę za udział w powstaniu listopadowym.


         Pomimo długich lat wędrówki po ośrodkach teatralnych Europy Holtei nigdy nie zapomniał, że jego ojczyzną jest Dolny Śląsk. Najpełniej wyraził to w wierszu pt. „Najlepiej być w domu”, w którym przywołał bliskie sobie miejsca, m. in. swój dom w Obornikach. Te jednak zmieniły swój wygląd w czasie jego nieobecności – przeradzając się z wioski w tętniący życiem kurort. Poeta powrócił  więc do rodzinnego Wrocławia. Tu pod jego piórem nadal powstawało wiele poczytnych utworów. Również dzięki nim Holtei stał się osobą otoczoną legendą i sympatią. Postać siwowłosego brodacza w kapeluszu była w dolnośląskiej stolicy znana wszystkim.
         

         Ostatnie cztery lata życia spędził Holtei w klasztorze oo. bonifratrów, u których wynajmował pokój i korzystał z ich troskliwej opieki. Umarł w roku 1880. Zgodnie z testamentem - jego pochówek na cmentarzu św. Bernarda był bardzo skromny. W ostatniej drodze towarzyszył mu jednak wielotysięczny tłum wrocławian.


          Ulubionym, wrocławskim zakątkiem Holteia było Wzgórze Polskie, po którym uwielbiał spacerować i podziwiać najukochańszy z widoków – panoramę Ostrowa Tumskiego. Dlatego też właśnie na szczycie tego wzniesienia odsłonięto popiersie poety. Stało do roku 1945, kiedy to w ramach „zacierania śladów niemczyzny” zwalono również pomnik wielkiego polonofila. Jego pamięć uczczono też w Obornikach. Jedno z  tamtejszych wzgórz nazwano jego imieniem i zwieńczono głazem opatrzonym medalionem. Dzięki temu pamięć o poecie przetrwała w sposób nieprzerwany i w dwusetną rocznicę jego urodzin zaowocowała nadaniem imienia obornickiemu liceum, odsłonięciem tablicy pamiątkowej i sesją naukową. W tym samym czasie wspaniałą tablicę memoratywną wmurowano w dolnośląskiej stolicy przy ul. Rzeźniczej, gdzie niegdyś stał dom Holteia. Jego popiersie znalazło się też na ratuszu – w galerii wielkich wrocławian. I słusznie, gdyż był nie tylko jedną z największych osobowości dziewiętnastowiecznego Śląska, ale może być też symbolem szczerego, polsko – niemieckiego pojednania.